Na wstępie słowa samokrytyki, bo zrobiłem sobie urlop od pisania, a lista zaległych recenzji zaczyna mnie przerażać. Ostatnio poczułem znajome swędzenie klawiatury (o tym, że to nie pchły jestem raczej przekonany), więc zastawaniem się, co dalej… Kusi mnie strasznie, żeby relację z Ultimate Skimboard Jam vol. 4 z Dębek zachować na te beznadziejnie długie jesienne wieczory, kiedy człowiek jest za mało pijany na imprezę, ale za bardzo na spanie. Więc w Wasze ręce oddaję tę decyzję.
Sezon 2009 obfituje w bogactwo wydarzeń skimowych. Doszło do sytuacji, kiedy w praktycznie każdy weekend rozgrywana jest przynajmniej jedna, a czasem nawet więcej skimboardowych imprez. Nie inaczej było w ostatni weekend sierpnia. Tak więc ci z zawodników, którzy wracają od września do szkoły (powodzenia na maturach!!) stanęli przed dylematem: 5th Loosers Coalition Contest w Chałupach lub Zakończenie Lata Skimbeam w Tychach. Czyli dwa bieguny, dwa krańce Polski, dwa krańcowo różne podejścia. Wiem, że chłopaki ze Skimbeama zmiażdżyli wszystkich swoją ostatnią relacją, dlatego spinam poślady i klikam dalej.
W przeprowadzonej niedawno przez TNS OBOP na zlecenie Instytutu Badań Głupich Problemów przy Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce ankiecie „Kto jest najbardziej wykręconą ekipą skimboardową w Polsce”, aż 95% głosów padło na odpowiedź: „Ci, no, jak im tam, Skim…Walker? Daniels? A, wiem, Skimbeam!”
Ci ludzie pojawili się nagle znikąd, jak pryszcz na twarzy nastolatki. Pamiętacie, jak to było (ekipa Skimbeama, nie pryszcze…)? Ktoś wrzucił zdjęcia na forum z imprezy na AWF, potem był Skimbeam dla Dzieciaków, potem legendarne zawody 4.07, a tuż potem nagle każdy znał już Sidżeja, Gmera, Gałę i Monopola. Dla niektórych znajomość ta zakończyła się prawomocnym wyrokiem sądu. Dla innych – szczególnie rodziców, znaną wakacyjną historią „Nie wiem, jak miał na imię, ale wyglądał jak hobbit, rodzę w marcu!”. W każdym razie szybko zagościli w naszym środowisku rozszerzając je jednocześnie o niezbadane dotąd obszary południowej Polski.
Tak więc impreza, szczególnie po wielce obiecujących zajawkach na forum, zapowiadała się godnie. Wszystko rozegrać miało się w malowniczo industrialnych okolicznościach klubu Tokarnia w Tychach, który na głowę bije „Młodych, Pięknych i Bogatych”. Przed klubem czekał na zawodników wielce interesujący tor. Niestety z powodu skuchy sponsora nie udało się organizatorom zdobyć sztucznej trawy. Skorzystali więc ze sprawdzonego rozwiązana, czyli na wyrównaną plażę rozłożono plandeki, zabezpieczono bandy (podziękowania chyba dla Browarów Tyskich i Kompanii Piwowarskiej za udostępnienie ławeczek :D ), zasypano tor piachem i nalano wodę. Wokół toru pojawiły się parasole, leżaczki, wielce profesjonalny beach bar i oświetlenie oraz, wielka sensacja imprezy, super wypaśny amerykański krążownik szos.

Przygotowano też przeszkody, które w rzeczywistości prezentowały się nieco inaczej niż na zdjęciach. Były więc schody, z nieco za stromym najazdem (przez co gorsi zawodnicy – czyli ja, mieli problem z najechaniem na boxa) oraz „Reksio”, czyli huśtawka. Niestety, po kilku próbach okazało się, że nie sprawdza się ona na tym torze, więc powędrowała do magazynu.

Zawodnicy byli bardzo zadowoleni gdy okazało się, że właściciel klubu oddał do naszej dyspozycji całą salę klubową oraz zaplecze sanitarno-mieszkalne. Wyglądało ono może jak scenografia do filmów „Hostel”, „Piła” czy „Troskliwe Misie 4 – zemsta Brzydala”, ale Sidżej przyznał po prostu, że w natłoku spraw nie zdążył pomalować ścian. Dlatego, samodzielną decyzją Monopola, który nad ranem ukradł mu materac, został skazany na karę spania na sprężynach od łóżka.
Głównym zmartwieniem wszystkich była pogoda. Na południu Polski sobota 29.07 była chyba jedynym mokrym, zimnym i pochmurnym dniem w sierpniu. Dlatego temperatura ostro dawała się we znaki zawodnikom. Szczególnie, że aby zwiększyć atrakcyjność zawodów dla gości klubu postanowiono rozegrać je o godzinie 23:30.
Pozostały czas pomiędzy pierwszymi wieczornymi ślizgami a zawodami każdy wykorzystywał na nabranie sił i ciepła. Niektórzy wykorzystywali w tym celu reflektory, inni – delikatne dłonie dziewcząt z publiczności. Ale konkurencja, którą zainaugurowano Zakończenie Lata Skimbeam Tychy 2009 rozgrzewała nas lepiej, niż pedofila wizyta w przedszkolu. Konkurencja nazywa się „60 seconds shove-it” i polega na zrobieniu maksymalnej ilości ustanych i wyładowanych shove-it’ów w ciągu minuty. Jest szatańska i po zawodach dostała robocze nazwy „Ojapierdolę”, „Omójboże” i „Gdziemojepłuca?”. Zawodnicy po kolei, przez minutę, miotali się po torze jak bodżery po smażalni próbując pobić wyśrubowane rekordy jakie uzyskał w pierwszym przejeździe Bąk (17 shove-it’ów) , a tuż po nim Suseł Jr. (20 shove-it’ów), Wszystko rozgrywało się przy gorącym aplauzie publiczności, odliczającej głośno zlądowane tricki. Niestety – dla większości 60 sekund sprintu okazało się nie lada wyzwaniem (spróbujcie sami!) i osiągaliśmy zawstydzające wyniki w granicach 5-10 obrotów deską. Tu też wielkie brawa należą się Bebe, która, będąc jedyną dziewczyną, zaliczyła aż 7 czystych shove-it’ów dystansując niejednego mężczyznę.

Po tak intensywnej rozgrzewce na tor wstawiono przeszkody. Znów nawiążę do nurtującego mnie tematu dbania o miejscówkę, gdyż mimo ewidentnie odsłoniętej folii (co dla słabych zawodników mogło być problemem – bo poślizgnąć się nie jest zbyt sympatycznie), mało kto był zainteresowany poprawą warunków najazdu. A myślę, że ten krótki czas poświęcony na przygotowanie równego i płytkiego najazdu zwróciłby się szybko przez większą frajdę z atakowania przeszkody. Ale tak narzekają ludzie, którym wstyd za swoje „popisy”.

W każdym razie zajarani ogniem piekielnym zawodnicy przystąpili ochoczo do katowania schodków. Przeszkoda, decyzją zawodników, składała się tylko z jednej części. Przez co okazała się trochę za krótka na robienie bardziej stylowych boardslideów, fs boardslideów czy grabów. Tu liczyła się, jak w przypadku alkoholu, czysta moc. Mimo to siadło kilka naprawdę godnych tricków. Oczywiście czołówka zaliczyła shove-it na łamaniu (nawet kilku zawodników, a na tak wysokiej przeszkodzie to wyczyn), a niektórzy dodali do tego jeszcze to samo na zejściu. Było dużo stylu, co usilnie promował Australia (tak, ten Australia, z którego wszyscy mają bekę, bo zapowiedział, że będzie na większości imprez w sezonie, a pojawiał się równie często, jak na podium NIE stawali Fish Jr. I Tomo :D ) przejeżdżając przeszkodę na one-foot boardslide. Świetny występ zaliczył też Skiba, który nieoczekiwanie (bo nie spotkaliśmy go chyba wcześniej) mocno namieszał w czołówce. Mój osobisty niepokój wzbudził tylko jeden zawodnik, który usilnie atakował boxa bez większego pojęcia o dropie i pozycji. Skończyło się to ryciem twarzą rurek i kilkoma efektownymi glebami. Nie mam nic przeciwko adrenalinie i daleki jestem od krytykowania skilla (bo mam go tyle, ile Lis poczucia humoru – bardzo niewiele) innych, ale chyba szczęściem ogromnym jest, że ten sezon w groźne kontuzje nie obfitował (tak Czarna, pamiętamy!).
I
Mimo późnej godziny (bo zbliżała się 2:00) zawodnicy rozgrzali się na boxie, nakręcając wzajemną rywalizację. Jeden ze „swoich dni” zaliczył Marciniak, który chyba chciał zniszczyć przeszkodę – z taki impetem zaliczał kolejne tricki. Jest on też jedynym zawodnikiem, który ogarnął sytego disastera (słyszałem, że ktoś nagadał mu, że za boxem stoją małe dzieci :D ). Jednak organizatorzy twardo trzymali się harmonogramu i play listy, na której było tylko kilkanaście piosenek. Jednak ta oto:
http://adrianklek.wrzuta.pl/audio/8BXnMX9kzyT/dobry_gooral_psio_crew_l-_wielka_gra
została oficjalnym soundtrackiem zawodów!
Dlatego odbyły się też zawody flatland. Zasady? Bardzo proste – każdy zawodnik ma 10 przejazdów, czyli 10 kolejek. Tu tor pokazał pazur, bo w połączeniu ze zmęczeniem zawodników warun spowodował, że trzeba było włączyć 5 bieg i mocno się starać. Ale skuteczność była bardzo wysoka. Siadły oczywiście 360 shove-it’y, wysokie popu, ollie i popy z grabem, ollie 180, one footery i odjechane combosy. Wszyscy świetnie się bawili a publiczność zgromadzona tłumnie przed klubem i na jego dachu ostro wszystkich dopingowała.
Bardzo sprawnie (może dlatego, że ciągnęło wszystkich na afterparty) Skimbeam przeprowadził ceremonię rozdania nagród. Oto kategorie i zwycięzcy:
Konkurencja najwięcej show-itów w ciągu 1 minuty:
1.Filip "Susel_JR" Susmanek
Konkurencja box:
1.Damian "Chali" Chaliński
2.Filip "Susel_JR" Susmanek
3.Mateusz "Bączek" Bąk i Marcin "Marciniak" Kulaszewicz
Konkurencja flat:
1.Filip "Susel_JR" Susmanek
2. Patryk „Australia” Jakiela
3.Mateusz "Bączek" Bąk
a i bezkonkurencyjna:
Agnieszka "Bebe" Szczap
Po zawodach, gdy wszyscy się odpowiednio wytaszczyli, mimo wszechogarniającego zmęczenia uderzyliśmy na afterparty, do klubu „Tokarnia”. Było wiele scen nieprzyzwoitych, o których wstyd pisać. Dość, że mamy materiał filmowy, wykonany przez obytego w kręceniu z ukrycia Marciniaka:
<object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/JkN2Zr_-qIA&hl=pl&fs=1&"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/JkN2Zr_-qIA&hl=pl&fs=1&" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>
A ode mnie, ale wszyscy uczestnicy się chyba zgodzą, wielki S Z A T A N dla całej ekipy Skimbeama. Dzięki za świetnie ogarniętą imprezę i już postulujemy w Ministerstwie Infrastruktury oraz Ministerstwie Ochrony Środowiska o stworzenie w okolicach Katowic warunków odpowiednich do pływania na skimie, a zagwarantowanych nam wszystkim przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej. Po co autostrady? Po co stadiony? Po co EURO2012? Tor do skimboardu w każdej gminie!
red. Suseł