Artykuły
Warsaw Skim Jam

Obiecywałem, obiecywałem i w końcu zabieram się do pisania. Dziś postaram się przybliżyć tym, którzy nie dotarli oraz przypomnieć wszystkim, którym alkohol wypalił dziury w pamięci to, co wydarzyło się 11.07.2009 podczas:

Otwarcia Sezonu Skimboardowego w Warszawie
Warsaw Skim Jam


Słyszałem zarzuty, że moje dotychczasowe relacje pokazują rzeczywistość ze zbyt osobistego punktu widzenia. Domyślam się, że wpływ na to ma fakt, że wychowałem się na filmach pokroju „Las Vegas Parano” czy „Human Traffic” i wyznaję narrację pierwszoosobową. Dlatego tym razem mam dla was niespodziankę – zamiast jednej relacji dostaniecie nie dwie, a trzy! Część I przybliży wam proces budowy Skimparku Figlowisko, prezentowana tu część II opisuje imprezę z okazji otwarcia, a w części III poznacie mroczne sekrety after party w klubie The Fresh.


Z rozmów z uczestnikami przed rozpoczęciem pływania wynikało, że większość, w tym nawet miejscowi skimboarderzy, odczuwała niepewność. W końcu to pierwszy stały, całosezonowy sztuczny tor skimboardowy w kraju. Z dotychczasowych doświadczeń wynikało, że tego typu konstrukcje ustępowały naturalnym miejscówkom, szczególnie tym uszlachetnianym przez siłę łopat i moc grabi.
Cała impreza, dzięki ogarnięciu jednego z organizatorów Zbyszka „Zibiego” Niedziałka ze SkimSpotMagazine, miała bogatą oprawę i odpowiednie nagłośnienie w mediach. Dzięki sponsorom i partnerom:

Image



uczestnicy imprezy mogli skorzystać z wielu udogodnień i atrakcji. Chyba wszyscy się zgodzą, że świetną robotę wykonywał DJ, którego zapewnił Red Bull. Człowiek znał się na rzeczy i dostosowywał swoje sety do atmosfery na torze.



Wsparcie dużej liczby sponsorów spowodowało także, że podczas zawodów rozgrywane były spontaniczne konkursy i zawody. Dzięki temu zarówno publiczność, jak i zawodnicy spoza czołówki mogli wygrać sympatyczne nagrody. Extreme Sports Channel nagradzał osoby, które miały wiedzę o tym kanale. RMF Maxx rozdawało swoje gadżety z najróżniejszych powodów: widowiskowej gleby, sutego tricka czy porządnego stylu. Quicksilver zapewniał filmy surferskie w quizach i zadaniach. Szaleństwo ogarnęło też firmę SB53 i Radka, który najmłodzszym pływającym rozdawał mini rampy. To bardzo fajne rozwiązanie, bo choć wszyscy wyznają motto:

PŁYWAJ DLA PRZYJEMNOŚCI, NIE DLA NAGRÓD

to zawsze miło, jeśli jakiś upominek wpadnie nawet tym, którzy starają się, pływają regularnie, ale szans na miejsca na podium jeszcze nie mają.

Warsaw Skim Jam rozpoczął się koło godziny 10.00 od obowiązkowego dopieszczania toru i otoczenia. Sponsorzy rozstawiali materiały promocyjne, trwały ostatnie poprawki przy mocowaniu wykładziny. Nastąpiła oczywiście nieco nieprzyjemna sytuacja, bo organizator miał pretensje o zasłanianie swojego banera. Ale oczywiście, mimo gorzkich uwag, wszyscy zachowali się na poziomie i o niemiłym incydencie szybko zapomniano.



Przed godziną 11.00 chętni mogli zapisywać się w Biurze Zawodów, silną ręką prowadzonym przez ~Agatę. Mimo moich usilnych starań, prób sabotażu i dezinformacji, Warszawę odwiedziła większość polskich riderów.

Zaczynając od północy Polski:

z Wybrzeża przyjechali:
Fishmac Jr, Jaśko, Kabat, Lis, Nikita, Radek, Tomo, Yogi

z Warszawy pojawili się m.in.:
Agata, Aś, Bąk, Bebe, Chali, Cyprian, Czarna, Kuba, Marciniak, Sumarek, Zibi, Zuza

z Wrocławia odwiedził nas:
Michał „Tomas Gryzę Deskę” Tomasiczek

z Zagłębia zjawili się:
Gmeras, Monopol i Sidżej

a z kosmosu wziąłem się:
Ja, czyli Suseł.

Bardzo żałujemy, że nie udziału nie wzięli ludzie z Poznania i tak słabo reprezentowany był Wrocław, który przecież regularnie zgarnia miejsca na podium łamiąc nieco dominację Trójmiasta.

Od 11.00 do 13.00 odbywało się wolne pływanie, podczas którego wszyscy mieli okazję zapoznać się z nowym torem. Zgodnie stwierdzono, że ekipy inżynieryjne stanęły na wysokości zadania i tor naprawdę spełnia swoją rolę. Oprócz pływania na flacie można także było pobawić się na docenianym przez zawodników box’ie, który łączył spory poziom trudności (ale bez hardcore’u) z dużą frajdą i ogromnym polem do próbowania kombinacji tricków.



Równolegle z pływaniem trwało oblężenie toru przez ekipy telewizyjne i radiowe oraz fotoreporterów. Cóż, można mieć do tego różne podejście, ale rozgłos z pewnością służy rozwojowi tej dyscypliny. Co bardziej medialne osoby mogły załapać się na kilka występów :).



Od godziny 13.00 zaczęło się pływanie oceniane przez sędziów. Ekipie organizującej zawody zależało bardzo na wyeliminowaniu rzeczy, która psuła dużo imprez w tym roku – braku organizacji. Często zdarzało się, że zamiast pływać zawodnicy musieli zasuwać z ciężkim sprzętem budowlanym czy naprawiać przeszkody. To jeden z uroków tego sportu i element rzeczywistości, ale czasem jest to przysłowiowe „przegięcie pały”. Dlatego szybko przedstawiono zasady, a sędziowie przystąpili do oceniania zawodników. Ja chyba pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, w której do wyłonienia zwycięzców używano kalkulatora. Tak, tak, nie przeczytaliście źle – kalkulatora. Czujny wzrok ~Agaty wyłapywał każdy udany trick, a jej niestrudzona ręka notowała wszystko w ogromnym zeszycie. Żeby ułatwić pracę oceniającym najpierw pływaliśmy na box’ie, a potem klasycznie, flatland.



Zawody w kategorii box stały na naprawdę wysokim poziomie. Zawodnicy byli bardzo skoncentrowani przy pokonywaniu przeszkody, choć wcześniej świetnie bawili się w kolejce. Siadła cała masa olśniewających tricków. Na uwagę zasługują takie combosy jak quadripple shove-it na boxie (czyli 4 x bs shove-it na przeszkodzie), bs 360 shove-it to bs shove-it to bs 360 shove it, itd. Zresztą, sprawdzajcie galerie zdjęć, żeby zobaczyć co oni wyprawiali! Dziewczyny też z powodzeniem konkurowały - ~Zuza, ~Czarna i ~Bebe pokazały duży postęp i choć peszyła je kamera, to i tak wszyscy byli pod dużym wrażeniem ich skilla i odwagi.


Potem rozegrano konkurencję flat. Tu każdy starał się pokazać z jak najlepszej strony, a ze względu na mniejszy zasób tricków bardziej liczył się styl. Jak to opisać? Cóż, chyba słowa w tym przypadku nie wystarczają. Chłopaki ciosali srogie bs 360 shove-it’y, udało się zdusić nawet bs 540 shove-it! Ollie 180 przez frontside i backside, body varial’e i big spin’ny. No i nie można zapomnieć o tricku, który dał zwycięstwo ~Lisowi, czyli kolosalnych pop shove-it’ach z grabem.



Rozegrano też konkurs best trick.



W tym momencie, czyli koło godziny 16.00 większość zawodników miała już serdecznie dość pływania, co jest nauczką dla organizatorów – „co za dużo, to niezdrowo”. Inna sprawa, że ograniczenia wprowadzone przez właściciela skimparku spowodowały, że nie mogła udać się rewelacyjna inicjatywa, którą podpatrzyliśmy u Skimbeam’a, czyli przeznaczenia czasu w ciągu zawodów na odpoczynek zawodników i możliwość popływania amatorów. Uważam, że gdyby w obecności świetnych zawodników i zawodniczek ludzie z ulicy mogli spróbować swoich sił, to więcej osób złapałoby zajawkę.

Atmosfera trochę siadła, mimo wysiłków prowadzącego. Jednak wszyscy odzyskali energię w momencie, kiedy miało dojść do rozegrania konkursu high air. Od jakiegoś czasu ta konkurencja gości na zawodach i cieszy się dużą popularnością, głównie ze względu na możliwość bezpośredniej konkurencji w tych samych, obiektywnych warunkach. Szybko przygotowano odpowiednią poprzeczkę i zaczęło się latanie. Zasady były bardzo proste – każdy ma dwie próby na przeszkodzie zawieszonej na danej wysokości. Po zaliczeniu wysokości, zawodnik przechodził do kolejnej rundy, w której przeszkoda wędrowała 5cm wyżej. Konkurs przebiegł w nieprzewidziany sposób. Murowani kandydaci, którzy w konkursie flat latali najwyżej, czyli ~Lis, ~Fishmac Jr i ~Jaśko odpadli po zaliczeniu pierwszej wysokości. Tak naprawdę rozegrano tylko cztery rundy, a do trzeciej awansowali jedynie ~Tomo i ~Tomas. W finałowej walce górą był reprezentant Trójmiasta, choć wrocławianin niemal zaliczył tę wysokość. Po zawodach, żeby potwierdzić dominację, ~Tomo zaliczył jeszcze maksymalną wysokość 50cm.

Konkursy powoli dobiegały końca, jednak dużo osób nadal miało chęć pływania. Zmęczenie brało jednak górę, co skończyło się w komiczny, ale niebezpieczny sposób. Przy próbie albo pop shove-it z grabem lub boneless ~Tomas trafił się własną deską w twarz. Gdy okazało się, że nic mu nie jest zgodnie nadano mu nową ksywę ~Tomas Gryzę Deskę.

W końcu po godzinie 17.00 nastąpiło rozdanie nagród we wszystkich konkurencjach. Podglądałem torby i powiem wam, że naprawdę sponsorzy stanęli na wysokości zadania. Więc na koniec, dla porządku, wyniki:

Kategoria mężczyźni box:
1.Tomo
2.Fishmac Jr
3.Bąk

Kategoria mężczyźni flat:
1.Lis
2.Bąk
3.Tomo

Konkurs High Air:
1.Tomo
Wyróżnienie dla:
Tomasa
Konkurs Best Trick:
1.Lis

Kategoria kobiety:
1.Czarna
2.Zuza
3.Bebe

Po zawodach wszyscy rozeszli się na kwatery, żeby przyszykować się do after party. Ale o tym przeczytacie w III części relacji z Warsaw Skim Jam.

PS. Cierpię na parcie na szkło, więc się przyznam, że powstrzymałem się od umieszczenia w relacji moich popisów z mikrofonem. Wielki dzięki za ciepłe słowa. :)

 

http://radioeuro.pl/ZobaczCoSlychac.aspx?fld=20080524115937&fl=2009072312252047&type=video&